Literatura

Dymki

Z profesorem Marianem Bugajskim, językoznawcą z Uniwersytetu Zielonogórskiego rozmawia Dorota Zyń-Horbaczewska.

Panie Profesorze, najpierw wydał Pan tomik wierszy „Kaczka z jabłkami”, a kolejny w 2021 roku – „Dymki”. Odsłania Pan coraz bardziej swoje poetyckie oblicze. Naukowiec i poeta…?
A skądże. Nie uważam się za poetę. To jest zbyt wielkie słowo. Po prostu czasami napiszę jakiś wierszyk, czasami toast wzniosę, życzenia złożę, czasem coś mi się samo zrymuje…


Czy długo dojrzewał Pan do tej drugiej roli?
Jak powiem, że siedemdziesiąt lat, to nikt mi nie uwierzy. Tak zwaną naukową karierę zacząłem w 1972 roku jako asystent stażysta na Uniwersytecie Wrocławskim, potem byłem asystentem, starszym asystentem, adiunktem, docentem, profesorem. Tytuł profesora dostałem w 2005 roku. Równocześnie od 1992 r. organizowałem w Zielonej Górze studia dziennikarskie, byłem członkiem Komisji Kultury Języka, Przewodniczącym Okręgowej Olimpiady Literatury i Języka, członkiem Rady Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk. Prowadziłem mnóstwo zajęć dydaktycznych, wykształciłem gromadkę doktorantów, z których też gromadka ma stanowiska profesorów. Nie wspominam tutaj o działaniach popularyzatorskich. Trudno więc mówić, żebym miał czas na pisanie czegokolwiek oprócz tekstów naukowych. Ostatnio trochę odetchnąłem, bo taka jest kolej rzeczy.


Dlaczego zapragnął Pan zmierzyć się z tym wyzwaniem? Czy natchnęła Pana muza poezji Euterpe?
Skądże, z niczym się nie mierzyłem i nie mierzę. Przed muzami uciekam, bo przymus stosują. A ja mam dosyć przymusów, sprawozdań, recenzji, opinii, punktów, konspektów, ewaluacji… Z rozpędu chciałem powiedzieć, że mam dosyć nauki. Ale nie o naukę tu chodzi, tylko o reformowanie, wdrażanie, realizację, doskonalenie; o absurdalne działania określane takimi pseudoterminami, jak wydarzenie ewaluacyjne, ewaluowany podmiot okres ewaluacyjny, próg ewaluacyjny, strumień finansowy, komponent badawczy, próg kwotowy. To jest po prostu absurdalna ewaluologiczna neonowomowa. W ten sposób zreformujemy naukę?


Świat zobaczy świat się dowie,
jacyśmy są mocni w głowie
jak naukę uprawiamy
punkty dzielnie jak zbieramy
Jaki mamy świetny regulamin


a że to jest bzdura i absurd?


Taka ich głupia natura
I rośnie wielka bzdur góra


Co wnet przysypie rozsądek
Taki jest świata porządek
Jest taki,
lecz nikt nie wie, czemu
mądry powinien ustąpić głupiemu


Muza mnie nie natchnęła, ale nawiedziła mnie Wena. Wiem, że to się pisze małą literą, ale ona się jakoś tak spersonifikowała i budzi respekt:
Pisać mi każe wiersze codziennie
Chce chyba zrobić poetę ze mnie
Dręczy mnie z rana, męczy z wieczora
Dnie całe każe mi pisać oraz
W noce bezsenne męczyć litery
I mam już dosyć jasnej ch….


Jak powstawały „Dymki”?
„…Coś uleciało
coś nam umknęło…”?
coś się skończyło niepostrzeżenie
rozwiało się jak dym
Dymki wyprodukował mój syn. Bogdan zajmuje się fotografią. Robi piękne zdjęcia. Między innymi fotografował właśnie dymki, które wykorzystałem w książeczce. I proszę popatrzeć, jak te dymki płyną, wznoszą się, unoszą słowa, a potem gdzieś się rozwiewają, rozpraszają.
Proszę teraz o uśmiech… bowiem:


„Słońce…

jeszcze śpi.
Nie śpi? To się chowa w chmurach
Na uśmiech czeka
Czyj uśmiech ?

Na uśmiech człowieka
Polki i Polaka
co zawzięte miny mają…”

Czy są tu nie tylko poetyckie spostrzeżenia, ale także osobiste?
Cóż ja mogę powiedzieć. Są spostrzeżenia, obserwacje, są doświadczenia nas wszystkich. Jesteśmy jako zbiorowość raczej nieskłonni do uśmiechu, wolimy okazywać negatywne emocje.


Czy w tej covidowej rzeczywistości uśmiech jest nam potrzebny jak powietrze do życia? Stara się Pan dać nam ten uśmiech w swojej poezji?
Nie. O nic się nie staram. Nie mam żadnej misji, nie chcę nikomu niczego dawać, ani tym bardziej narzucać. Piszę sobie wierszyki. Dla przyjemności. Czasami zabawne, czasami mniej zabawne, czasami coś mnie poruszy.


W tomiku „Dymki” – dużo: „wirusa – świrusa”…
„Wirują wirusy
wciągają nas w wir
świrują świrusy
co drugi z nas świr…”
W taki sposób rozprawia się Pan z covidowym stanem?
I znowu nie. Nie rozprawiam się z niczym, mam po prostu dość oglądania strzykawek i słuchania o rekordach zachorowalności. Świrujemy już od tego.


Psycholog, socjolog, minister, redaktor
spierają się dyskutują
Wirusy tymczasem nie tylko płuca
lecz mózgi nam atakują


Od kogo czerpie Pan wzorce? Czyżby Tuwim?
W „Posłowiu” Maria Peisert pisze: „Świat wyobrażony został wykreowany bez Pani Słowikowej”.
Gdzie jest Pani Słowikowa?
Tuwima lubię. Nie mówiłbym jednak o wzorcach. Jego poezja gdzieś we mnie siedzi. Tuwim zasiał we mnie Słowika i panią Słowikową też i – taka kolej rzeczy – słowiczęta, cosięta i ktosięta. I, o czym mało kto wie, sporządził pierwszy spis alfabetyczny wszystkich liczb od jednego do stu, przy czym zauważył, że brak tu liczby na A i na B, co jest jednym z większych osiągnięć naukowych. Tuwim (i Słonimski) to „opary absurdu” (dymki absurdu). Ale absurdalna rzeczywistość to już nie jakieś dymki, opary – to lepka gęsta mgła . Większość swojego życia przeżyłem w absurdalnym otoczeniu, którego nawet Tuwim ze Słonimskim by nie wykreowali. Bo na pewno nie wpadliby na pomysł, by studenci dziennikarstwa prowadzili badania naukowe i publikowali je w zagranicznych czasopismach najlepiej w zagranicznych językach.
A pani Słowikowa? Może miałaby ochotę śpiewać, ale musi słuchać pana Słowika.


O jakim konkretnym przesłaniu myślał Pan tworząc tomik „Dymki”?


„Jeszcze będzie normalnie
Jeszcze będzie pięknie
Jeszcze wiosna się zazieleni…
Znów będziemy bez masek oddychać
i całować się znowu będziemy
Ręce sobie podamy
Powitamy przyjaciół na progu
I nie będziemy już więcej mieć wrogów”


To chyba raczej marzenie, wrogów zawsze można sobie wymyślić, a jak już są, to dzielnie z nimi walczyć.


I przewiduje Pan?


„Czekamy na coś, co się zdarzy
na cudny świat, gdy maski zdejmiemy
na uśmiech, co nam twarze przywróci”


Brakuje mi uśmiechów na co dzień, dobrych słów nie tylko od święta.


Z nadzieją łatwiej się żyje? Z nadzieją, którą daje poezja?
Jestem językoznawcą, nie znam się na poezji, ale lubię pisać i pewnie jest to wina Weny, a może wina….strach pomyśleć!


Dziękuję Panu za rozmowę i jednocześnie zapraszam do zapoznania się z naszym nowym cyklem „Z poetyckiej teki”, gdzie znajdą Państwo wiersze profesora Mariana Bugajskiego oraz innych autorów.

Inne z sekcji 

Słyszysz?

Słyszysz? Tam dzieci płaczą na progu ziemi obiecanej Jechały z nadzieją na życie Płotem się odgrodziłeś a one za płotem milkną powoli Sumienie odgrodzone Spać Ci pozwoli?  

Krótki wierszyk o migrantach

Krótki wierszyk o migrantach   Przybyli z nadzieją na życie przyszli doczekać lepszych czasów Nie doczekali, bez nadziei odeszli wywiezieni do lasu Gorsi ludzie za płot wyrzuceni by lepszym ustąpić miejsca na ziemi   Autor: Marian Bugajski