O języku

Język familijny

Z profesorem Marianem Bugajskim rozmawia Dorota Zyń ? Horbaczewska.

Panie Profesorze, czy rzeczywiście była taka potrzeba, aby narodził się język familijny?

Język pełni przynajmniej kilka różnych funkcji. Komunikatywna jest jedną z nich i na ogół uznaje się ją za najważniejszą. Jeśli sięgniemy do łaciny, to się przekonamy, że communico to między innymi ?uczynić wspólnym, połączyć?, communio ?uczestnictwo, wspólność?, munio zaś ? ?czynić bezpiecznym?. Można wobec tego sądzić, że naturalną potrzebę bezpieczeństwa zaspokajamy we wspólnocie rodzinnej, bo ta niejako nam jest dana, język zaś służy i do jej tworzenia, i umacniania poprzez wzajemne kontakty słowne. Język familijny to odmiana najbliższa człowiekowi, zapewniająca mu i komunikowanie się, i poczucie bezpieczeństwa w najmniejszej grupie społecznej. Ważne jest też to, że konstytuuje tę grupę w sensie społecznym i aksjologicznym, po części także materialnym.
Czym się wyróżnia język familijny?

Jest to narzędzie komunikacji wewnątrzrodzinnej. Wyróżnia się głównie słownictwem odnoszącym się do domu i rodziny. Są to nazwy czynności, przedmiotów codziennego użytku, rzeczy związanych z gospodarstwem domowym, kuchnią, na wsi z tzw. obejściem, z obrzędami, życiem religijnym, stosunkami rodzinnymi. Słownictwo w dużym stopniu jest pozytywnie nacechowane, wiąże się z aktywnością psychiczną i kulturową. Trudno więc je opisywać tylko z językowego punktu widzenia. Trzeba też brać pod uwagę całość zachowań, czyli tzw. sytuację komunikatywną, która jest uwarunkowana między innymi także tradycją.
Czy w związku z tym możemy mówić o tradycjach rodzinnych w języku?

Tak. I są to zarówno tradycje o szerszym zasięgu, jak i te bardziej intymne, dotyczące jednej konkretnej rodziny. Wiemy z doświadczenia, że w każdej rodzinie opowiada się różnego rodzaju historyjki o dzieciach, jak były małe, o przygodach rodziców, doświadczeniach dziadków itp. Język te tradycje utrwala głównie w słownictwie i frazeologii. Stąd w polszczyźnie takie między innymi wyrazy, jak: chwalipięta, darmozjad, brzuchopas, mąciwoda, moczymorda. Stąd liczne zdrobnienia: mamusia, tatuś, wujcio, babunia, dziadunio.
Jaki wpływ one mają na rozwój języka familijnego?

Ja wolę mówić o zmianach niż o rozwoju. Zmiany w języku są powodowane między innymi jego ciągłością i zmiennością w czasie, co dobrze daje się obserwować w odmiennych zachowaniach poszczególnych, różniących się wiekiem, członków rodziny. Dobrze to ilustruje wiersz Juliana Tuwima, który pamiętam z dzieciństwa.

– Wrzuciłeś, Grzesiu, list do skrzynki, jak prosiłam?
– List, proszę cioci? List? Wrzuciłem, ciociu miła!
– Nie kłamiesz, Grzesiu? Lepiej przyznaj się, kochanie!
– Jak ciocię kocham, proszę cioci, że nie kłamię!

Czy dzisiaj jeszcze tak mówimy?
Jeśli chodzi o wpływy, to są one wzajemne i wieloaspektowe. W kręgu rodzinnych tradycji kształtują się nasze nawyki komunikacyjno-językowe i one wpływają na język ogólny, który z kolei (dzisiaj przede wszystkim poprzez media) te nawyki zmienia. Zmienia się więc język familijny.
Czy według Pana jako językoznawcy, chętnie sięgamy do słownictwa rodzinnego ? Czy raczej odchodzi się od niego?
Język jest związany z grupą społeczną ? ze wspólnotą komunikatywną (także ze wspólnotą rodzinną) i dopóki ta wspólnota istnieje, będzie trwał. Oczywiście relacje rodzinne dzisiaj są wyjątkowo dynamiczne i wydaje mi się, że czasami za nimi nie nadąża. Do niedawne powszechne było określenie ?żyć na kocią łapę?, któremu dzisiaj w pewnym stopniu odpowiada wyrażenie ?związek partnerski?, ale ?związek partnerski? to już niekoniecznie nazwa obejmująca kobietę i mężczyznę, lecz także tzw. związek jednopłciowy. Nie ma już ?starych panien? i ?starych kawalerów? ? są tzw. single, ale czy sześćdziesięcioletni mężczyzna może być singlem. A jeśli nie, to jak go nazwać. Trudno więc mówić o świadomym sięganiu czy o odchodzeniu. Część tego słownictwa, podobnie jak i słownictwa polszczyzny ogólnej, odchodzi w przeszłość, część trwa, ale pojawiają się też nowe określenia, bo życie je wymusza i nader często nie zależy to od naszych chęci ? sytuacja komunikatywna determinuje taki a nie inny język. Zachęcam, ponieważ nasza rozmowa odbywa się w okresie świątecznym, do samodzielnej odpowiedzi na pytanie Pani Redaktor, bo będzie wiele okazji do bezpośredniej obserwacji naszych zachowań językowych.
Tymczasem w powiązaniach rodzinnych, tak sugerują nasi czytelnicy, występują problemy z rozszyfrowaniem pokrewieństwa. Jak nie błądzić w tym labiryncie? I konkretne pytania. Bratowa czy szwagierka? Wuj czy stryj? Jakie są zasady?

Nazwy pokrewieństw we współczesnym języku polskim są w porównaniu ze staropolszczyzną ograniczone, co świadczy o stopniowym ograniczaniu samych relacji rodzinnych. Na ogół nie mamy trudności z nazwaniem poszczególnych osób, czasami zaś zdarzają się trudności z rozszyfrowaniem nazwy i wtedy szukajmy pomocy w słownikach. Na stronach internetowych PWN znajdziemy takie zestawienie, które może naszym czytelnikom pomóc:
? żona brata – bratowa
? mąż siostry – szwagier
? brat żony – szwagier
? siostra żony – szwagierka
? siostra męża – szwagierka
? brat mamy – wuj
? mąż siostry mamy – wuj
? brat ojca – stryj (często nazywany też wujem)
? żona brata mamy (czyli wuja) – wujenka (często nazywana też ciotką)
? żona brata ojca (czyli stryja) – stryjenka (często nazywana też ciotką)
? córka siostry – siostrzenica
? córka brata – bratanica
? syn siostry – siostrzeniec
? syn brata – bratanek
? żona syna – synowa
? mąż córki – zięć
? ojciec męża lub żony – teść
? matka męża lub żony – teściowa
Dziękuję Panu. I jak zawsze jesteśmy otwarci na Państwa uwagi, wątpliwości oraz pytania o kulturę języka pod adresem ojezyku@dziennikarzelubuscy.pl

____________________

Marian Bugajski prof. dr hab., kierownik Zakładu Komunikacji Językowej Uniwersytetu Zielonogórskiego, członek Rady Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk, przewodniczący Komitetu Okręgowego Olimpiady Literatury i Języka Polskiego; językoznawca. Specjalizuje się w zagadnieniach współczesnego języka polskiego, teorii komunikacji językowej, lingwistyki normatywnej i w problematyce medioznawczej. Napisał między innymi: Podstawowe zagadnienia lingwistyki normatywnej; Językoznawstwo normatywne; Pół wieku kultury języka w Polsce, 1945-1995; Jak pachnie rezeda? Lingwistyczne studium zapachów; Język w komunikowaniu.

Inne z sekcji 

Gra słów

Z profesorem Marianem Bugajskim, językoznawcą i medioznawcą, członkiem Rady Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk rozmawia Dorota Zyń – Horbaczewska.

Gra Słów

Z profesorem Marianem Bugajskim , językoznawcą i medioznawcą, członkiem Rady Języka Polskiego przy Polskiej Akademii Nauk rozmawia Dorota Zyń–Horbaczewska. Panie Profesorze, jakie tajemnice kryją nazwy miast, miasteczek , a także rzek? Ot…choćby w województwie lubuskim: Żary, Żagań? Spróbujmy rozszyfrować…Czyżby żar, żagiew? A może pożar? Może lepiej nie mówmy o tajemnicach, bo to nie są jakieś […]