O języku

W przestrzeni publicznej

Z profesorem Marianem Bugajskim rozmawia Dorota Zyń ? Horbaczewska.

Panie Profesorze, ostatnio w wypowiedziach publicznych coraz częściej słyszymy zamiast ?włączać? czy ?dołączać? sformułowania niepoprawne: ?włanczać? czy ?dołanczać?. To już jest plaga. Wydawało się, że językoznawcy dawno temu wyjaśnili, jak prawidłowo mówić i pisać. Czy przykład idzie z góry? Czy jest to traktowane przez społeczeństwo jako norma?

Wyjaśnili i cierpliwie wyjaśniają, ale jak widać, mają mały wpływ na to, jak się mówi. Nie sądzę, że to plaga, gdyż wymieniony wyraz, użyty przez bardzo ważną osobę, był ostatnio często cytowany przez media i stąd zapewne wrażenie jego nadmiernej częstotliwości. To dobrze, że media wytykają politykom błędy, ale wydaje mi się, że w tym wypadku chodzi nie o sam błąd, bo błądzić jest rzeczą ludzką, ale o krytykę osoby, która go popełniła. Przykład, o którym mowa, jest dobrą ilustracją słów niedawno zmarłego prof. Walerego Pisarka; twierdził on, że mówiąc oficjalnie, zabierając głos w sferze publicznej, powinniśmy pamiętać, że słuchają nas nie tylko przyjaciele, nie tylko zwolennicy, ale także przeciwnicy, a więc to, co i jak mówimy publicznie, może zostać użyte przeciwko nam. Proszę mnie dobrze zrozumieć, nie bronię polityków ani ich nieudolnych czasami wypowiedzi. Jeśli natomiast chodzi o to, czy ten rażący błąd znajduje usprawiedliwienie w zwyczaju społecznym, to kategorycznie zaprzeczam, potwierdzają to liczne głosy oburzenia zwykłych użytkowników języka.

Jak zatem ocenia Pan język polityków występujących publicznie?

Nie da się w kilku słowach ocenić stanu polszczyzny w dyskursie publicznym, ani tym bardziej wystawić ocen poszczególnym politykom. Ja uważam, że kultura języka jest jednym z elementów naszej kultury codziennego bytowania i nie da się jej od tej kultury oddzielić. A politycy, podobnie jak i przedstawiciele innych grup społecznych są ludźmi mniej lub bardziej kulturalnymi. Lepiej dla wszystkich oczywiście, żeby bardziej. Z moich obserwacji wynika, że polszczyzna publiczna cechuje się licznymi niedostatkami, coraz bardziej się wulgaryzuje, staje się coraz bardziej pospolita i zawiera wiele błędów. Coraz częściej mamy w niej do czynienia z językowym prostactwem i z nieuctwem. Obserwujemy więc nie tylko pojedyncze błędy, ale także brak kompetencji w posługiwaniu się słownictwem, brak rozeznania stylistycznego, niekompetencję składniową, nie mówiąc już o zwykłym przekraczaniu reguł grzeczności. Ale przecież politycy nie istnieją w próżni społecznej. Te negatywne zjawiska nader często są wzmacniane przez tzw. elektorat, który z reguły akceptuje zachowania komunikacyjne swoich przedstawicieli i jest wobec nich bezkrytyczny.

Czy to wszystko pozostaje potem w językowej przestrzeni publicznej?

Pozostaje jako zbiór negatywnych wzorców. Skoro osoby publiczne na eksponowanych stanowiskach mogą sobie pozwolić na prostackie zachowanie, to prości ludzie tym bardziej. Ci wszyscy zaś, którzy temu nie ulegają, są mało wyraziści, pozostają niezauważeni, a ich przekaz trafia w próżnię. Mamy więc do czynienia z eskalacją prostactwa i jednocześnie z wyraźnym osłabieniem, jeśli nie wręcz z zanikiem, autorytetów i kulturowej elity.

Jakie kryteria powinien spełniać język ludzi występujących publicznie?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Wszyscy (nie tylko osoby publiczne) powinni mówić dobrze.

Co to znaczy ?mówić dobrze??

Nad tym pytaniem językoznawcy zastanawiają się od wieków. Ja uważam, że mówić dobrze, to mówić poprawnie, sprawnie, estetycznie i grzecznie z zachowaniem szacunku dla odbiorców. Są to, co prawda, kryteria dość ogólne, ale warto je zapamiętać.

A jasno i zrozumiale?

Jasności, przejrzystości, zrozumiałości wymaga szacunek dla rozmówcy. Odbiorca musi mieć możliwość śledzenia toku wypowiedzi, jeśli jej nie ma, nie jest w stanie zrozumieć jej sensu. Jeśli mówimy niezrozumiale, zawile, niejasno, zniechęcamy go, tracimy z nim kontakt.

Zapamiętać i oczywiście stosować się do nich, ale z kolei rodzi się pytanie o zasady poprawności, sprawności, estetykę, grzeczność ? o to w jaki sposób wyrażać szacunek dla rozmówcy.

Owszem i tego powinna uczyć szkoła, która przez lata, wykorzystując poradniki, podręczniki i liczne opracowania językowe, uczyła mówców, jak poprawnie się wyrażać, jak wykorzystywać środki językowe, mówić, pisać, jak się publicznie zachowywać.

A jeśli ktoś nie był pilnym uczniem?

To nie powinien pełnić ważnych funkcji społecznych, albo po prostu się douczyć.

Wróćmy jednak do błędów. Dlaczego należy mówić i pisać ?włączać? lub ?dołączać??

Bo tak jest poprawnie, bo na to wskazuje budowa tych wyrazów; porównajmy: nasączyć ? nasączać, przetrącić ? przetrącać, zakąsić ? zakąszać, urządzić ? urządzać, bo taka jest ortografia: włączyć ? włączać ? ącz nie ancz.

Mamy także pytanie czytelnika, które łączy się z tematem naszej rozmowy. Proszę wytłumaczyć dlaczego nie należy mówić ?półtorej roku?. Ostatnio takie błędne sformułowanie pojawiło się w wypowiedziach publicznych znanych osób.

Wyraz półtora to dawne pół wtora, czyli pół wtórego ? pół drugiego. Łączy się z rzeczownikami męskimi i nijakimi, a więc półtora chleba, półtora jabłka. Półtorej natomiast (pół wtorej, pół drugiej) występuje przy rzeczownikach rodzaju żeńskiego (półtorej bułki, półtorej gruszki).

Dziękujemy i czekamy na pytania internautów pod adresem: ojezyku@dziennikarzelubuscy.pl

_________________

Marian Bugajski prof. dr hab., kierownik Zakładu Komunikacji Językowej Uniwersytetu Zielonogórskiego, członek Rady Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk, przewodniczący Komitetu Okręgowego Olimpiady Literatury i Języka Polskiego; językoznawca. Specjalizuje się w zagadnieniach współczesnego języka polskiego, teorii komunikacji językowej, lingwistyki normatywnej i w problematyce medioznawczej. Napisał między innymi: Podstawowe zagadnienia lingwistyki normatywnej; Językoznawstwo normatywne; Pół wieku kultury języka w Polsce, 1945-1995; Jak pachnie rezeda? Lingwistyczne studium zapachów; Język w komunikowaniu.

Inne z sekcji 

Gra słów

Z profesorem Marianem Bugajskim, językoznawcą i medioznawcą, członkiem Rady Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk rozmawia Dorota Zyń – Horbaczewska.

Gra Słów

Z profesorem Marianem Bugajskim , językoznawcą i medioznawcą, członkiem Rady Języka Polskiego przy Polskiej Akademii Nauk rozmawia Dorota Zyń–Horbaczewska. Panie Profesorze, jakie tajemnice kryją nazwy miast, miasteczek , a także rzek? Ot…choćby w województwie lubuskim: Żary, Żagań? Spróbujmy rozszyfrować…Czyżby żar, żagiew? A może pożar? Może lepiej nie mówmy o tajemnicach, bo to nie są jakieś […]