O języku

Odcienie propagandy

Z profesorem Marianem Bugajskim rozmawia Dorota Zyń ? Horbaczewska.

– Panie Profesorze, z czym kojarzy się Panu słowo ?propaganda?? Czy nadal ten termin jest naznaczony negatywnie?
Źle mi się kojarzy, bo urodziłem się w 1949 roku. W 1956 zacząłem chodzić do szkoły. Pamiętam więc jeszcze niektóre przejawy propagandy stalinowskiej?

– Jakie przejawy tej propagandy Pan zapamiętał?
Jakoś w pamięci utkwiły mi tzw. pieśni masowe. ?Międzynarodówki? uczyłem się w szkole. Nawiasem mówiąc jest to utwór napisany w drugiej połowie XIX w. przez Francuzów; popularny był ?Marsz entuzjastów? i ?Sportowy marsz?. Była ?Piosenka o Nowej Hucie?, ?Na lewo most, na prawo most? wszystkie popularyzowane przez radio, przez wiele lat będące głównym narzędziem szerzenia ideologii, która przybierała różne odcienie: była propaganda gomułkowska, gierkowska, kremlowska?, Moim zdaniem nie ma tu wielkich różnic, jeśli chodzi o środki perswazji. Różne są tylko uwarunkowania społeczne i polityczne. Z historii znamy propagandę goebbelsowską, której nie ma w słownikach języka polskiego, ale ostatnio nam ją przypomniano.

– Czy w tym przypomnieniu zostały przekroczone wszelkie granice?
Nie mogę powiedzieć, czy wszelkie, ale niewątpliwie było ono niestosowne i wzbudziło protesty nie tylko w Polsce.

– Jakie są rodzaje propagandy? A może jej odcienie?
Wolałbym jednak mówić o rodzajach, ale może najpierw kilka słów o perswazji, gdyż jest to pojęcie nadrzędne w stosunku do propagandy, a język pełni między innymi funkcję perswazyjną ? bywa środkiem oddziaływania. Mówiąc, nie tylko informujemy, ale także przekonujemy. Niektórzy uważają, że bez wzajemnego przekonywania nie byłoby możliwe życie społeczne. Przekonujemy i jesteśmy przekonywani do tego, żeby zjeść zupkę, a nawet szpinak, żeby nie spóźniać się do szkoły, żeby z dobrym wynikiem skończyć studia, znaleźć dobrą pracę?, żeby głosować na jakąś partię, a gdy zdobędzie ona władzę, by ją popierać, kochać jej przywódców i radośnie we wspólnym marszu z pieśnią na ustach podążać za nimi ku świetlanej przyszłości, bowiem przyświeca im myśl nowa blaski promiennymi.

– Pan ironizuje.
W rzeczy samej, ale przy okazji pokazuję fałsz wypowiedzi o charakterze propagandowym i jej styl. Cele perswazji mogą być różne. Różne są też jej rodzaje. Dlatego mówimy o przekonywaniu, czyli takim ?czystym? rodzaju perswazji, kiedy nadawca ma wyraźne i uczciwe zamiary i odwołuje się głównie do intelektu adresata; przedstawiając racjonalne argumenty, chce go zjednać dla jakiegoś celu. Mamy wtedy do czynienia z perswazją przekonującą, zakładamy, że słuchacz jest świadomym odbiorcą, do którego te argumenty przemawiają, ale może je odrzucić. A propaganda to inaczej perswazja nakłaniająca. Ma ona jeden cel ? pozyskanie zwolenników. Może być uczciwa i nieuczciwa, szkodliwa lub nieszkodliwa, jawna i ukryta.

– Jakie są granice propagandy?
Trudno odpowiedzieć na takie pytanie. Z założenia (wynika to z klasycznych reguł) perswazja nakłaniająca leży u podstaw pedagogiki. Jej podstawą powinien być autorytet intelektualny i postawa moralna nauczyciela. Jednak od tych klasycznych reguł coraz częściej odchodzimy i rodzi się konflikt. Odnoszę wręcz wrażenie, że mamy do czynienia ze skutecznością za wszelką cenę. Czasami wydaje mi się (wynika to z obserwacji mediów), że propaganda jest bezgraniczna i wszechobecna, że żyję w czasach, w których najróżniejsze partie, ugrupowania, instytucje chcą mnie nakłonić do uczestnictwa w działaniach niekoniecznie dla mnie korzystnych?

– Stąd krok do agitacji?
Tak. Agitacja to pobudzanie – takie doraźne działanie nakłaniające ? mające na celu zwerbowanie zwolenników do jakiejś akcji, na przykład do udziału w manifestacji.

– A mowa agitacyjna?
To wystąpienie doraźne, emocjonalnie nacechowane, w którym mówiący (a raczej przemawiający) odwołuje się głównie do uczuć słuchacza i nakłania go do działań na swoją korzyść, co niekoniecznie jest zgodne z interesami osoby agitowanej.

– Propaganda ? agitacja ? manipulacja. Które z tych zjawisk jest groźniejsze?
Trudno w oderwaniu od konkretów mówić o groźbie zjawisk komunikacyjnych, o tym, czy są one dobre, czy złe. One się po prostu dzieją. Propagować bowiem możemy zarówno idee społecznie korzystne, jak i niekorzystne ? w założeniach dobre lub złe. Nader często agitujemy za czymś pozytywnym, o czym świadczy wiele tzw. kampanii społecznych.

– Czy manipulacja to działanie na szkodę odbiorcy?
Manipulację można rozumieć jako działanie ukrywające prawdziwe intencje nadawcy działającego na własną korzyść i z reguły na niekorzyść osoby, którą się manipuluje, przy czym ta osoba jest manipulacji nieświadoma. Nie wie, że ktoś próbuje na nią oddziaływać. Jeśli do tej definicji dodamy, że manipulator może chcieć dobra tej osoby, to się okaże, że nie zawsze to zjawisko musi być oceniane negatywne. Na przykład rodzice nakłaniają dzieci do jedzenia ?za mamusię, za tatusia, za babcię i za dziadka?.
A wracając do pytania o zagrożenia, dodałbym, że o wszystkich omawianych tu czynnikach perswadowania, propagowania, agitowania, manipulowania decyduje kontekst społeczny. Jeśli w centrum jestem JA lub MY , to zjawiska te przestają istnieć albo są przez nas oceniane pozytywne. JA nie prowadzę nieuczciwej debaty. To ON, ONA, ONI są winni.

– Czy cały czas są stosowane takie same środki perswazji? Od setek lat? Czy też następuje ich modyfikacja? W stronę brutalności czy finezji?
Można powiedzieć, że środki językowe i stylistyczne są zasadniczo takie same od czasów Arystotelesa, ale badania mediów masowych i ich perswazyjnej skuteczności pokazały, że zmieniają się założenia i zalecenia skutecznej perswazji. Już niekoniecznie poszukujemy prawdy, niekoniecznie posługujemy się pięknym językiem dla społecznego dobra. Zupełnie zapomnieliśmy, że retor ? osoba mówiąca, przekonująca ? to vir bonus, dicendi peritus (mąż prawy, biegły w mówieniu). Coraz częściej dążenie do skuteczności za wszelką cenę powoduje, że tracimy z pola widzenia trzy najważniejsze wartości: dobro, prawdę i piękno, a przekonywanie staje się coraz brutalniejsze. Przykłady brutalnej, agresywnej propagandy znaleźć nietrudno. A co do finezji, mam nadzieję (bo podstawy kultury języka wykłada się na wielu kierunkach studiów, w tym na dziennikarstwie), że dobry język czasami idzie jeszcze w parze ze szlachetnym postępowaniem.

– Przed czym przestrzega Pan nie tylko dziennikarzy?
Nie jestem moralizatorem. Moje rozeznanie we współczesnym świecie, doświadczenie dydaktyczne oraz badania naukowe każą mi jednak z niepokojem patrzeć na współczesny dyskurs publiczny, w który dziennikarze z natury rzeczy są mocno zaangażowani. Studenci dziennikarstwa zaś, którzy są dobrymi obserwatorami mediów, także tych społecznościowych, zwracają czasami uwagę nie tylko na niestosowność wielu wypowiedzi, ale też na stopniowe przesuwanie granic. To, co do niedawna było niedopuszczalne w wypowiedziach, pomału staje się normą. Zaniepokojona tym stanem rzeczy jest Rada Języka Polskiego.
Brałem niedawno udział w jej posiedzeniu plenarnym. Przedmiotem dyskusji było sprawozdanie dla Sejmu i Senatu RP ze stanu ochrony języka polskiego w latach 2016 ? 2017, omawialiśmy ?Wiadomości? TVP 1, które zdaniem Rady nie są już programem informacyjnym. Obiektywna naukowa analiza emitowanych tam przekazów wykazała, że ?Wiadomości? w większej części mają charakter propagandowy. Nie będę tutaj mówić o szczegółach badań i ich wyników, gdyż nie zostały one jeszcze przedstawione wymienionym organom. Obawiam się jednak, że podobnie jest z innymi programami w mediach publicznych.
No więc jeśli miałbym przestrzegać odbiorców, to radziłbym uważnie śledzić poszczególne przekazy i kierować się zasadą ograniczonego zaufania. Do nadawców miałbym prośbę o szacunek dla wszystkich odbiorców, gdyż jest to podstawą kultury języka oraz kultury komunikacji. I apeluję o zwykłą przyzwoitość.

– Na zakończenie naszej rozmowy ? pytanie czytelnika: Panie Profesorze, proszę się odnieść do stwierdzenia ?wyimaginowana wspólnota?. Jaki jest sens wypowiadania tych słów? Czy i jakie mają one oddziaływanie społeczne? Przecież nic nie dzieje się w próżni?
?Wyimaginować? to ?wydumać, stworzyć w wyobraźni, wyobrazić, uroić sobie?; ?wyimaginowany? ? ?wydumany, urojony, nierzeczywisty?. Są to wyrazy książkowe, nieco już przestarzałe, a przez to wyróżniające się w tekście i mające dużą moc perswazyjną. Wyimaginowana wspólnota byłaby to więc wspólnota nierzeczywista ? taka, którą ktoś sobie wymyślił czy wręcz uroił. O sens posługiwania się takim określeniem należałoby spytać jego autora. Ja uważam, że w oficjalnej wypowiedzi w odniesieniu do Wspólnoty Europejskiej jest to sformułowanie niestosowne właśnie ze względu na oddziaływanie społeczne, deprecjonuje bowiem międzynarodową organizację, której jesteśmy członkami, za którą społeczeństwo opowiedziało się w referendum akcesyjnym. Nie trzeba chyba dodawać, że ta wspólnota to nie tylko międzynarodowa organizacja, ale także wspólnota wartości. Jako językoznawca powiem jeszcze, że niefortunne użycie słów z zasady ujemnie wpływa na efekty komunikowania.

– Dziękujemy. Czekamy na Państwa pytania oraz wszelkie uwagi w sferze językowej pod adresem: ojezyku@dziennikarzelubuscy.pl

_______________

Marian Bugajski prof. dr hab., kierownik Zakładu Komunikacji Językowej Uniwersytetu Zielonogórskiego, członek Rady Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk, przewodniczący Komitetu Okręgowego Olimpiady Literatury i Języka Polskiego; językoznawca. Specjalizuje się w zagadnieniach współczesnego języka polskiego, teorii komunikacji językowej, lingwistyki normatywnej i w problematyce medioznawczej. Napisał między innymi: Podstawowe zagadnienia lingwistyki normatywnej; Językoznawstwo normatywne; Pół wieku kultury języka w Polsce, 1945-1995; Jak pachnie rezeda? Lingwistyczne studium zapachów; Język w komunikowaniu.

 

Inne z sekcji 

Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego ? 21 lutego 2020

Z profesorem Marianem Bugajskim rozmawia Dorota Zyń?Horbaczewska.

Nowo wybrany parlament a Rada Języka Polskiego

Z profesorem Marianem Bugajskim rozmawia Dorota Zyń ? Horbaczewska.