Felieton

Paralela

W opowiadaniu Michaiła Zoszczenki pt. ?Operacja?, niejakiemu Pietiuszce Jaszczykowowi wyrósł na powiece bąbel – kaszak jak bania. Mus był na stole krojeniu się poddać. Trzeba trafu lekarka okazała się młodą i ładną. Powiada mu tak: ?- Jak sobie pan chce. Jak pan pan chce, będziemy krajać. A jak pan nie chce, to chodź pan tak?. Doktorka zaintrygowała jednak Pietiuszkę po linii …erotico. Dwie pieczenie na jednym ogniu? Czemu nie.
Termin dostał… na drugi dzień. Tak to bywało w czasach NEP-u.
Wystroił się więc Jaszczykow. Włożył ?koszulę czystą z mada-polamu, szyję przetarł benzyną, nawet ręce umył, wąsik nastopyrczył?. I posunął do gabinetu w lansadach. A tam? Zdziwienie wielkie, bo słyszy coś takiego: ?- Proszę zdjąć buty i kłaść się na stół operacyjny.? Takie polecenie lekarki formalnie go mocno zaskoczyło. Nie spodziewał się zdejmowania glanów, gdyż bowiem – albowiem nogi w sensie domycia były mało akuratne, a przy tym skarpetki miał ?nieinteresujące, jeśli nie gorzej?. Zdziwił się, że przy chorobie ?naocznej? leczą na bosaka. Ale nie było rady.
Młoda, płocha pani doktor, haratając skalpelem oko Pietiuszki Jaszczykowa, co spojrzy na czarne, jak święta ziemia, nogi w dziurawych skarpetkach, zaśmiewa się. Chichocze bardziej i bardziej…Ręka jej drży od tego chachania, ale nic, rżnie – bifurkuje gałę jak należy. Tak się jednak ryła, że o mało nie zaszlachtowała pacjenta na śmierć. Ale, koniec końców, operacja, między innymi, zakończyła się znakomicie, udana jak nie może być!
Od tego zdarzenia Piet`ka Jaszczykow nie uczęszczał już trotuarem z wielką gałą na powiece.
A i skarpetki zaczął nosić jakby mocniej akuratne, na kulasach domytych nieco bardziej.
Po kiego potrzebne mi tu było nawiązanie do bohaterów Zoszczenki? Właśnie. Zachodzę w głowę i gdzie indziej. Dzisiaj hipsterzy mają skarpetki z obciętymi cholewkami, piętkami zwane, a młode damy, dajmy na to, szczycą się wielkimi dziurami w nowych spodniach na kolanach…Zaraz, o czym to ja…?
A, już wiem. Mój umiłowany polski Naród, dzięki epidemii, przyswaja sobie coś, co było przez wieki niewyobrażalne, mirażowe, niestworzone, niewykonalne, no to, że należy…myć ręce! Trzeba było na to epidemii – pandemii żebyśmy zaczęli ?myć se ręce?. Brawo. Ważny to i pozytywny aspekt w tej smutnej sytuacji. A jeśli tak, to może… Może jeszcze i nogi byśmy myć zaczęli?
Serdeczności!
PS. A po tego Zoszczenkę to warto sięgnąć w długie pandemiczne wieczory.

Inne z sekcji 

Jak zrobiłem sobie Schengen 45 lat wcześniej

Oto studencki rajd zimowy, śnieżny, mroźny. Późny październik w obielonych Karkonoszach.

Człowiek człowiekowi człowiekiem?

? Szukam świata, w którym człowiek człowiekowi człowiekiem?, a to ostatnio nie jest takie proste jak chce w wierszu Jarosław Borszewicz.