Felieton

Bardzo smutny felieton

To miał być radosny tekst o kolejnej, już 27. edycji, finału WOŚP. O ludzkiej życzliwości, otwartych sercach i radości bycia ze sobą oraz dzielenia się z potrzebującymi. Dzień finału WOŚP to święto dla wszystkich, którzy wrzucają datki, licytują, występują i dla tych, którym sprzęt zakupiony prze Orkiestrę uratował życie lub pomógł wrócić do zdrowia. To dzień, kiedy uśmiechamy się do siebie i czerpiemy radość z dawania. To także dzień, w którym myślimy o kolejnym spotkaniu w Kostrzynie nad Odrą.
Ale tegoroczny finał już zawsze będzie się kojarzył z bezsensowną, nikomu niepotrzebną śmiercią prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza. Śmiercią, która jest pokłosiem wojny polsko-polskiej, w której partyjne interesy wzięły górę nad dobrem społecznym.
Kiedy wreszcie zrozumiemy, że słowa nie tylko ranią, stygmatyzują, ale także potrafią zabić. Bezustanna nagonka na przeciwników partyjnych, bezwzględne forsowanie swojego światopoglądu, prowadzą do radykalizacji społeczeństwa i pogłębiania podziałów. Nie chroni nas już nawet chrześcijaństwo. Miłość bliźniego najczęściej zostawiamy w murach świątyń. Tam przecież jest bezpieczna i nieskalana. W przestrzeni publicznej dajemy upust swoim frustracjom i uprzedzeniom. Przecież to takie proste obwiniać innych o swoje porażki i niepowodzenia. Zamiast szukać przyczyn w sobie i swoim postępowaniu, zwalamy winę na innych, to nic nie kosztuje, a przynajmniej mamy satysfakcję, że ktoś poczuje się tak, jak my, albo jeszcze gorzej.
Pod sztandarami patriotyzmu ukrywamy ksenofobię, nacjonalizm, ale też niepewność co do własnej genealogii, bo a nuż mamy wśród przodków jakiegoś Niemca, Żyda, Araba czy Tatara. W naszej pogmatwanej historii jest to bardzo prawdopodobne. Lepiej więc się zabezpieczyć i znaleźć wroga, który dybie od wieków na naszą nieskalaną polskość. I nie dbamy o to, czy coś jest prawdziwe, czy nie. Skoro można przypiąć komuś łatkę, to tak czynimy. Musimy być szybsi, aby inni nas nie wyprzedzili i nie przypięli nam łatki, której trudno będzie się pozbyć.
I tak trwamy w zaklętym kręgu pomówień, spisków i szukaniu dziury w całym. Do głowy nam nie przychodzi, że można rozmawiać, wymieniać poglądy i nawzajem się przekonywać. Że wymiana poglądów może być przyjacielską, ekscytującą rozmową, po której można pozostać przy swoich racjach bez nienawiści do interlokutora.
Nie musimy hejtować, obrzucać się błotem, epatować nienawiścią. Zawsze będziemy różnorodni, ale to przecież jest atut, a nie wada. Inne zdanie nie oznacza wrogości. To tylko inne postrzeganie otaczającej nas rzeczywistości. Zanim rzucimy kamieniem, pomyślmy. Może nasz przeciwnik w dyskusji ma rację?

Inne z sekcji 

Jak zrobiłem sobie Schengen 45 lat wcześniej

Oto studencki rajd zimowy, śnieżny, mroźny. Późny październik w obielonych Karkonoszach.

Paralela

W opowiadaniu Michaiła Zoszczenki pt. ?Operacja?, niejakiemu Pietiuszce Jaszczykowowi wyrósł na powiece bąbel – kaszak jak bania.