Aktualności

Czy pokój na Ukrainie jest możliwy?

Wyzwolenie Chersonia przez Ukrainę i radosne sceny świętowania na ulicach wyzwolonego miasta zdominowały niedawno nagłówki światowych mediów. Odwiedzając Chersoń, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zelenski powiedział, że to zwycięstwo Ukrainy nad Rosją stanowi „początek końca wojny”.
Uniesienie Zelenskiego jest zrozumiałe, ale raczej przedwczesne. Pomimo sukcesów na polu walki i odzyskania przez Ukrainę ponad połowy terytorium, które Rosja zajęła od czasu inwazji w lutym, w najbliższym czasie końca wojny trudno się spodziewać. Wyzwolenie terytorium na wschodnim brzegu Dniepru pozostaje dla ukraińskiej armii niebywale trudnym zadaniem.
Ukraińskie sukcesy na polu walki zaczęły natomiast wpływać na decydentów w wielonarodowej koalicji, która zapewnia Kijowowi istotne wsparcie wojskowe, wywiadowcze i logistyczne. Niestety z drugiej strony, w niektórych kręgach budowana jest presja dyplomatyczna, by popchnąć Ukrainę do negocjacji z Rosją. To poważny błąd. Chociaż pokój jest szczytnym celem, to jedynym sposobem na jego osiągnięcie jest zdecydowane pokonanie Rosji. Ci, którzy obawiają się, że Rosja zostanie upokorzona, nie dostrzegają sedna sprawy: jeśli Rosja nie zostanie upokorzona, po odbudowie swojej siły militarnej zdziesiątkowanej działaniami armii ukraińskiej, zaatakuje ponownie.
Najbardziej jednoznacznie o możliwości negocjacji z Rosją wypowiedział się generał amerykański Mark Milley, Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, który stwierdził, że zimowe wstrzymanie walk na Ukrainie może „otworzyć okno do negocjacji”. Wkrótce potem nastąpiła dyplomatyczna burza między oburzonym Kijowem a Waszyngtonem. Oficjalnie Amerykanie uspokoili sojuszników, że nie mają zamiaru naciskać na Zelenskiego w sprawie negocjacji z Putinem. Także Milley wyjaśnił swoje wcześniejsze komentarze mówiąc, że Stany Zjednoczone będą nadal wspierać Ukrainę tak długo, jak będzie to konieczne, oraz że to do Ukrainy należy decyzja, jak, kiedy i czy w ogóle będą negocjować z Rosjanami.
Z drugiej strony pogłębia się jednak, ciągle nieformalny nacisk Zachodu na Ukrainę. Zachodnie społeczeństwa już teraz coraz bardziej niecierpliwie obserwują rozwój sytuacji, licząc na szybkie zakończenie wojny a przywódcy nie mogą tego lekceważyć. Niestety czas i pogoda sprzyjają w tym momencie Putinowi. Komentarze Milleya potwierdzają jedynie stan faktyczny. Członkowie wielonarodowej koalicji wspierającej Ukrainę, wcale nie sprzeciwiają się negocjacjom lub dyplomacji z Rosją. Zarówno przed, jak i po inwazji podejmowano wielokrotne próby negocjacji z Putinem i stale kładziono nacisk na dialog. Polityczne przepychanki prezydenta Francji Emmanuela Macrona i kanclerza Niemiec Olafa Scholza przed inwazją Rosji, posuwały się nawet do oferowania Putinowi zapewnień dotyczących przyszłych relacji Ukrainy z NATO.
Milley nie jest samotnym głosem w sprawie negocjacji. W wielu zachodnich stolicach podejmowane są próby lobbingu, zwłaszcza ze strony działaczy skrajnej prawicy i skrajnej lewicy, mające na celu wywarcie presji na Ukrainę, aby rozpoczęła rozmowy z Rosją.
Do tych lobbystów należą m. in. amerykański językoznawca, filozof i działacz polityczny Noam Chomsky i były lider brytyjskiej Partii Pracy Jeremy Corbyn na lewicy oraz gospodarz Fox News Tucker Carlson i senator-elekt USA J.D. Vance na prawicy. Choć politycznie dzieli ich bardzo wiele, wszyscy wydają się zgadzać, że Zachód powinien przestać zbroić Ukrainę i popchnąć Kijów do negocjacji z Moskwą.
Oczywiście są politycy, którzy z różnych pobudek, np. jako użyteczni idioci Putina albo z powodów powiedzmy komercyjnych, powtarzali kłamstwa Kremla na temat ekspansji NATO i sprzeciwiali się transferom broni na Ukrainę przed inwazją i nadal to czynią. Jednak im opór Ukrainy okazuje się skuteczniejszy, tym mniejszy posłuch dla takich opinii zarówno w Europie jak i USA. Jednak ciągle działają oni na rzecz doprowadzenia do zakończenia wielostronnego wsparcia politycznego i sprzętowego dla działań wojennych Ukrainy w celu zmuszenia Kijowa do negocjacji. Celem jest na początku zawieszenie broni a następnie zakończenie sankcji wobec Rosji a nawet zakaz wstępowania Ukrainy do NATO, przy jednoczesnym usankcjonowaniu zdobyczy terytorialnych Rosji.
Przeróżna, często bardzo karkołomna retoryka ma sprawić wrażenie, że chodzi o pokój, ale w rzeczywistości są to żądania jednostronnej kapitulacji Ukrainy – nawet w sytuacji, gdy nadal odnosi ona zdumiewające, choć kosztowne zwycięstwa. Proponuje się w sumie, żeby Rosja została nagrodzona zagrabioną wcześniej ziemią realizując w ten sposób swoje cele geopolityczne, które są skromniejsze niż na początku wojny nie ze względu na utratę imperialnych apetytów Putina, lecz wyłącznie z powodu bezprzykładnego oporu Ukraińców.
Faktyczną jednak przeszkodą dla jakiejkolwiek ugody pozostaje Rosja, która dokonała inwazji na Ukrainę, popełniła zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości wobec narodu ukraińskiego, nielegalnie zaanektowała ukraińskie terytoria, ogłaszając że teraz są one częścią Federacji Rosyjskiej. Jak stwierdził rzecznik Kremla Dmitrij Peskow, terytoria te „będą z Rosją na zawsze”. Na szczęście rosyjskie „na zawsze” niekoniecznie trwa długo, o czym mogliśmy się przekonać, kiedy plakaty o tej samej treści zdzierali Ukraińcy po odbiciu Chersonia.
Formalne stanowisko Rosji w sprawie negocjacji jest takie, że warunkiem wyjściowym ma być usankcjonowanie faktu przynależności zagrabionych terytoriów ukraińskich do Rosji. Potwierdzeniem tego mają być nowe zapisy w rosyjskiej konstytucji.
Rosja Putina to zbrodniczy reżim, któremu ufać nie wolno. W Syrii wielokrotnie łamała zawieszenia broni, a nawet zbombardowała konwój z pomocą ONZ, na którego wjazd do Aleppo wcześniej sama się zgodziła. Wielokrotnie naruszała zawieszenia broni również na Ukrainie. Torturowanie więźniów i ataki na cywilną infrastrukturę krytyczną pokazują, że nie można się po Rosji spodziewać przestrzegania jakichkolwiek skodyfikowanych zasad prowadzenia wojny.
Rosja ponosząc kolejne porażki na polu bitwy rozpaczliwie potrzebuje czasu, aby okopać się i zbudować obronę na okupowanym terytorium. Pod rosyjską okupacją mordowana jest ukraińska ludność cywilna. Każde wyzwolenie przynosi nowe wiadomości o rosyjskich okrucieństwach, od Buczy po Chersoń. Zawieszenia broni nie ochroni ludności zamieszkałej na okupowanym terytorium. Da jedynie Rosji więcej czasu na terroryzowanie jej czy deportowanie na terytorium Rosji.
Nawet gdyby Ukraina i popierająca ją społeczność międzynarodowa zaakceptowały rosyjskie żądania dotyczące okupowanych terytoriów, to skąd pewność, że Rosja po pewnym czasie nie zaatakuje i nie spróbuje ponownie zająć Kijowa? Rosja w ostatniej dekadzie dwukrotnie najechała Ukrainę. Dlaczego to porozumienie miałoby być inne, zwłaszcza jeśli Rosja utwierdzi się w przekonaniu, że zmęczony problemami gospodarczymi Zachód po zawarciu pokoju uzna kwestię ukraińską za zamkniętą?
Warto się zastanowić nad powodami, dla których porozumienia mińskie okazały się porażką. Społeczność międzynarodowa zmusiła wtedy Ukrainę do kapitulacji wobec rosyjskich żądań a niecałą dekadę później Rosja uderzyła z siłą wielokrotnie większą. Tego błędu nie możemy popełnić ponownie, zresztą nie zgodzą się na to Ukraińcy. Ukraina i jej zwolennicy muszą trwale pozbawić Putina złudzeń, że sytuacja może się powtórzyć. Każde rozstrzygnięcie wojny rosyjsko-ukraińskiej, które ma być stabilne musi być poparte gwarancjami bezpieczeństwa dla niepodległości Ukrainy, niezależnie od tego, czy oznacza to w konsekwencji członkostwo w NATO, czy inne rozwiązania. Oznacza to, że jeśli będzie następny raz, Ukraina nie będzie walczyć sama. Przeciwnicy wsparcia dla Ukrainy skutecznie zapraszają Rosję do ponownej inwazji.
Koniec tej wojny może mieć tylko jeden scenariusz – Rosja wycofuje się z Ukrainy. Jednocześnie Ukraina nie jest zobowiązana do spełnienia żadnych warunków tego wycofania To jest punkt wyjścia Ukrainy do negocjacji i tylko takie rozwiązania Zachód powinien popierać. Naciskanie na Ukrainę, by oddała terytorium, byłoby zdradą. Moskwa musi zrozumieć, że przegrała tę wojnę, albo konsekwencje tej inwazji będą się powtarzać raz za razem a po opanowaniu Ukrainy przyjdzie po kolei czas na kraje bałtyckie, Polskę i inne kraje europejskie.
Zachód musi wspierać Ukrainę mimo problemów, których doświadcza. Musi do nas dotrzeć, że Ukraińcy walczą za nas. Musimy zrozumieć, że trudno nawet porównywać nasze problemy z tym, co na co dzień przeżywa mordowany naród. To już nie jest klasyczna wojna, gdzie ścierają się ze sobą wrogie armie. Rosjanie po niepowodzeniach na froncie praktyczne wstrzymali walki przynoszące im ogromne straty w ludziach i sprzęcie, rozpoczęli natomiast działania nakierowane na zniszczenie cywilnej infrastruktury krytycznej by zmusić Ukrainę do poddania się. Nie biorą jednak pod uwagę ważnego szczegółu. Im bardziej ta infrastruktura jest zniszczona, tym mniejsze będzie zainteresowanie Ukraińców żeby się poddać. Przecież po kapitulacji nie będzie czarodziejskiej, natychmiastowej odbudowy infrastruktury. Jeżeli ktoś ją odbuduje, to nie Rosja a sojusznicy z Zachodu a nie będą jej odbudowywać na zwasalizowanym terytorium Ukrainy rządzonym przez putinowską marionetkę. Poddanie się oznacza, że infrastruktury nadal nie będzie, rozpoczną się natomiast represyjne rządy okupantów, których zbrodnie w Buczy i innych miejscach poznał już cały świat.
Niestety z punktu widzenia Putina, przegrana wojna to nie tylko oczywiste odsunięcie go od władzy, ale prawdopodobnie jego fizyczna likwidacja. Dlatego trudno się spodziewać szybkiego zakończenia wojny. W grę wchodzi natomiast rozwiązanie, w którym otoczenie Putina jednak spróbuje poszukać rozwiązań alternatywnych, w których dla Putina nie będzie już miejsca.

Inne z sekcji 

Gdy Nowy Rok w progi, to Stary Rok w nogi

To ludowe przysłowie oznacza nic innego, jak to, iż z nastaniem Nowego Roku, coś definitywnie się kończy i zaczynamy zupełnie nowe rozdanie.

Moje podróże

W starym roku na zaproszenie Joanny i Grzegorza Łotoczko odwiedziłem rodzinę przy ulicy Kalinowej 11 w Czechowie