Z poetyckiej teki

Podróż

Podróż

Już nie pamięta czy to był ocean, kontynent czy galaktyka
w każdym razie podróż trwała długo
mijał bezludne wyspy, oazy a może planety
w nieustannym deszczu, który czasami
bywał deszczem westchnień, czasami meteorów
nie wiedząc czy mijają dni czy stulecia
stracił orientację kim jest naprawdę
człowiekiem, Bogiem czy umarłym
samotność jak dzikie wino spowijała go ciasno
krępując oddech
który chwilami bywał już tylko
efektem działania spłoszonej wyobraźni
nie wiedział o sobie coraz więcej
zapominał imion dni,
przydomków myśli,
nazw poszczególnych form pustki
na końcu zaginęły po nim wszelkie wieści
choć podobno pojawiają się tu i ówdzie
jak głodne fale
odgryzające kromki wiecznego piasku